Poniższy tekst jest polemiką do artykułu: Do czego marketing potrzebny jest finansom, autorstwa dr Tomasza Dąbrowskiego i dr Agaty Adamskiej, opublikowanego w Monitorze Rachunkowości i Finansów 12/2006.
Truizm stanowi stwierdzenie, że jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania i rozwoju przedsiębiorstwa jest zapewnienie właściwej współpracy wchodzących w jego skład komórek organizacyjnych (pionów, działów, wydziałów, sekcji itd.). Wiadomo bowiem, że na styku pełnionych przez te komórki funkcji i zadań pojawiają się różnego rodzaju problemy i tarcia, przekształcające się nierzadko w poważne spory i konflikty kompetencyjne. Szczególnie ostre i częste są, jak się zdaje, konflikty powstające na linii finanse – marketing, których źródłem jest – najogólniej biorąc – całkowita odmienność funkcji i zadań pełnionych przez te komórki organizacyjne, a w konsekwencji – zupełnie inna optyka w postrzeganiu spraw przedsiębiorstwa. Dla mnie osobiście jako dla praktyka gospodarczego legitymującego się długoletnim doświadczeniem zawodowym na stanowisku głównego księgowego i szefa pionu finansów (dla jasności sprawy – w kilku różnych firmach) – tego typu problemy czy nawet konflikty to właściwie codzienność. I nie ma co ukrywać, że bardzo często miałem na pieńku z kierownikami czy dyrektorami pionów marketingu, którzy nie zawsze podzielali moje zastrzeżenia dotyczące – najogólniej rzecz ujmując – polityki sprzedaży.
Mając określone doświadczenia w tym zakresie, z tym większym zainteresowaniem sięgnąłem po poświęcony tej właśnie tematyce artykuł pt.: Do czego marketing potrzebny jest finansom, którego autorami są Pani dr Agata Adamska oraz Pan dr Tomasz Dąbrowski (MORiF 12/2006). Mam świadomość, że moje – związane z posiadaną praktyką zawodową – spojrzenie na tę kwestię różni się w sposób zasadniczy od wizji Autorów powyższego tekstu, opartej na różnego rodzaju badaniach i analizach naukowych. Te zgoła odmienne sposoby postrzegania sprawy nie powinny jednak, moim zdaniem, utrudniać ewentualnej dyskusji na ten temat. A ponieważ, jak już wcześniej wspomniałem, kwestia współpracy finansów i marketingu stanowi w działalności wielu firm bardzo poważny problem, więc dyskusja na ten temat wydaje się wręcz niezbędna. Chciałbym w związku z tym przedstawić kilka uwag, refleksji, jakie nasunęły mi się w związku z lekturą wspomnianego tekstu.
Współdziałanie nie zawsze możliwe
W zasadzie zgadzam się z generalną tezą postawioną w artykule, że jednym z warunków sukcesu przedsiębiorstwa jest wzajemne zrozumienie się pionu finansowego oraz marketingu. Bardzo trafne wydają się popierające tę tezę przykłady znanych w świecie firm, które właśnie dzięki harmonijnej współpracy finansów i marketingu osiągnęły dynamiczny rozwój mierzony wartością rynkową firmy, przewyższającą nawet kilkakrotnie jej wartość księgową. Tę generalną myśl przewodnią artykułu najlepiej oddają jego podtytuły:
Nie lekceważ marketingu,
Gdzie finanse z marketingiem współpracować powinny,
Korzyści ze wzajemnego uczenia się.
Wszystko to brzmi pięknie i zachęcająco, tyle tylko że generalna wskazówka dążenia do współpracy jest na potrzeby praktyki gospodarczej dalece niewystarczająca. Może się bowiem zdarzyć, że mimo najlepszej woli stron nie udaje się osiągnąć porozumienia między finansami a marketingiem co do poszczególnych kwestii. Sytuacja taka nie ma bynajmniej czysto hipotetycznego charakteru, a wręcz przeciwnie – dla wielu firm stanowi właściwie codzienność. Należy w związku z tym sformułować, czyj punkt widzenia powinien być w takiej sytuacji przyjęty jako podstawa do dalszego działania. Udzielenie jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie nie jest sprawą prostą, jako że należałoby tu uwzględnić różnego rodzaju czynniki i uwarunkowania, w tym zwłaszcza kadrowo-osobowy aspekt zagadnienia. W końcu nie jest tajemnicą, że w firmie w ostatecznym rachunku wszystko zależy od ludzi, w tym przypadku – od szefów kierujących finansami i marketingiem. Może się mianowicie okazać, że nawet w warunkach [...]










